10 czerwca 2026 roku Bruksela rozmawia o tym, jak wdrożyć europejską przestrzeń danych zdrowotnych bez zbędnej biurokracji. Polska wchodzi do tej rozmowy z 2,3 miliarda e-recept i audytem bez uwag — jako dostawca wzorców, nie petent.
- Czym właściwie jest europejska przestrzeń danych zdrowotnych
- Po co to wszystko: rachunek, który zamyka się korzyścią
- Tarcza dla obywatela: dlaczego zaufanie jest tu architekturą, a nie ozdobnikiem
- Co Polska ma do dania Europie
- Co Europa daje Polsce — i czego sami sobie nie zbudujemy
- Gdzie jest ryzyko i dlaczego czerwcowy dialog ma znaczenie
- Pomiar, decyzja, wdrożenie, rozliczenie
- Rola Fundacji: HeliX i kompetencja federacyjna
- Stawka
Dziesiątego czerwca 2026 roku, w środowe popołudnie, komisarz Olivér Várhelyi zasiądzie w Brukseli do rozmowy, której temat brzmi technicznie, a stawka jest fundamentalna. „Dialog wdrożeniowy” w sprawie rozporządzenia o europejskiej przestrzeni danych zdrowotnych — bo o nim mowa — ma odpowiedzieć na pytanie pozornie nudne, a w istocie rozstrzygające: jak sprawić, by jedno z najambitniejszych praw cyfrowych Unii dało obywatelom obiecane korzyści przy możliwie najmniejszym ciężarze administracyjnym i kosztach.[2] Komisja zaprosiła do stołu firmy farmaceutyczne i producentów wyrobów medycznych, organizacje badawcze, stowarzyszenia pacjentów i federacje szpitali, by zebrać od nich, gdzie naprawdę boli i co należy uprościć.[2] To rzadki moment, w którym wielki akt prawny przestaje być deklaracją, a staje się harmonogramem, budżetem i listą obowiązków. Dla Polski to także moment, w którym warto zadać sobie odważne pytanie: czy jesteśmy w tej rozmowie petentem, który dopiero nadrabia, czy partnerem, który ma czym się podzielić.
Odpowiedź — i to jest teza tego tekstu — jest mniej oczywista, niż podpowiada narodowy nawyk samokrytyki. Bo w obszarze, którego dotyczy europejska przestrzeń danych zdrowotnych, Polska nie jest na końcu peletonu. Jest, w kilku wymiarach mierzalnych liczbami, w jego czołówce. I właśnie dlatego ten temat trafia w sedno serii o nośności systemu ochrony zdrowia: europejska przestrzeń danych zdrowotnych jest dźwignią efektywności — narzędziem, które pozwala z tej samej liczby lekarzy, pielęgniarek, łóżek i złotówek uzyskać więcej zdrowia, ponieważ usuwa marnotrawstwo, którego na co dzień nie widać: powielane badania, utracone wyniki, dane zamknięte w niedostępnych silosach, decyzje podejmowane bez pełnego obrazu pacjenta.
Czym właściwie jest europejska przestrzeń danych zdrowotnych
Warto zacząć od rzeczy podstawowej, bo wokół skrótu EHDS narosło sporo nieporozumień. Rozporządzenie (UE) 2025/327, ustanawiające europejską przestrzeń danych zdrowotnych, zostało opublikowane w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej 5 marca 2025 roku i weszło w życie 26 marca 2025 roku.[3] Sama Komisja Europejska zaproponowała ten akt w marcu 2022 roku, po czym przeszedł on przez wieloletnie negocjacje Parlamentu Europejskiego i Rady. To pierwsza w Unii wspólna „przestrzeń danych” poświęcona konkretnemu sektorowi — i kamień węgielny budowanej od kilku lat Europejskiej Unii Zdrowotnej.[1]
Rozporządzenie stoi na dwóch filarach. Pierwszy to tak zwane pierwotne użycie danych: prawo obywatela do dostępu do własnej elektronicznej dokumentacji medycznej, do jej kontroli i do udostępniania jej lekarzom — także ponad granicami, gdy pacjent zachoruje w czasie podróży. Drugi filar to wtórne użycie danych: możliwość ponownego, ściśle regulowanego wykorzystania zanonimizowanych lub spseudonimizowanych danych zdrowotnych do badań naukowych, innowacji, kształtowania polityki publicznej i działań regulatorów. Do tego dochodzi trzeci, mniej efektowny, ale praktycznie kluczowy wymiar — jednolity rynek systemów elektronicznej dokumentacji medycznej, z wymogiem ich certyfikacji, tak by systemy z różnych krajów potrafiły się ze sobą porozumieć.[1]
Filar I · użycie pierwotne
Pacjent i lekarz
Dostęp obywatela do własnej dokumentacji medycznej, kontrola nad nią i udostępnianie lekarzom — także ponad granicami, gdy pacjent zachoruje w podróży.
Filar II · użycie wtórne
Badania i polityka
Ściśle regulowane ponowne wykorzystanie danych zanonimizowanych lub spseudonimizowanych do badań, innowacji, polityki publicznej i działań regulatorów.
Jednolity rynek systemów EDM
Certyfikacja
Wymóg certyfikacji systemów elektronicznej dokumentacji medycznej, żeby rozwiązania z różnych krajów potrafiły się ze sobą porozumieć.
Najważniejsze, co trzeba zrozumieć o tym akcie, to że nie zadziała on jutro. Rozporządzenie weszło w życie, ale jego stosowanie rozłożono na lata, w sposób stopniowy i uporządkowany. Do marca 2027 roku Komisja ma przyjąć kluczowe akty wykonawcze, które przełożą ogólne zasady na szczegółowe reguły techniczne. Od marca 2029 roku zaczną obowiązywać główne części rozporządzenia: dla użycia pierwotnego — wymiana pierwszej grupy priorytetowych kategorii danych, czyli kart podsumowania pacjenta oraz e-recept i e-realizacji recept we wszystkich państwach członkowskich; w tym samym momencie ruszą też zasady wtórnego użycia dla większości kategorii danych. Od marca 2031 roku dojdzie druga grupa danych do wymiany transgranicznej — obrazy medyczne, wyniki badań laboratoryjnych i karty wypisowe — oraz zasady wtórnego użycia dla pozostałych kategorii, w tym danych genomowych. A od marca 2035 roku do infrastruktury wtórnego użycia, HealthData@EU, będą mogły aplikować państwa trzecie i organizacje międzynarodowe.[1] To nie jest więc rewolucja jednego dnia, lecz dekada konsekwentnej budowy. I właśnie dlatego decyzje podejmowane teraz — w tym te z czerwcowego dialogu wdrożeniowego — zaważą na tym, kto w 2029 i 2031 roku będzie gotowy, a kto będzie gonił.
- III 2022Komisja Europejska przedstawia propozycję rozporządzenia; początek wieloletnich negocjacji Parlamentu i Rady.
- 5 III 2025Publikacja rozporządzenia (UE) 2025/327 w Dzienniku Urzędowym UE.
- 26 III 2025Wejście w życie — start dekady wdrożenia.
- III 2027Termin przyjęcia kluczowych aktów wykonawczych, które przełożą zasady ogólne na reguły techniczne.
- III 2029Wymiana pierwszej grupy danych: karty podsumowania pacjenta, e-recepty i e-realizacje recept. Startują zasady wtórnego użycia dla większości kategorii danych.
- III 2031Druga grupa danych: obrazy medyczne, wyniki badań laboratoryjnych, karty wypisowe. Wtórne użycie obejmuje pozostałe kategorie, w tym dane genomowe.
- III 2035Do infrastruktury HealthData@EU mogą aplikować państwa trzecie i organizacje międzynarodowe.
Po co to wszystko: rachunek, który zamyka się korzyścią
Każda wielka regulacja budzi pytanie o koszt. Tym razem warto odwrócić perspektywę i spojrzeć na drugą stronę bilansu. Komisja Europejska szacuje, że europejska przestrzeń danych zdrowotnych może przynieść około 11 miliardów euro oszczędności w ciągu dekady — z czego mniej więcej połowa pochodzi z lepszego dostępu i wymiany danych w samej opiece zdrowotnej, a druga połowa z efektywniejszego wykorzystania danych w badaniach, innowacjach i polityce zdrowotnej. Do tego Komisja spodziewa się dwudziesto- do trzydziestoprocentowego wzrostu sektora zdrowia cyfrowego.[1] To są liczby z oficjalnych materiałów regulatora, więc trzeba je traktować jako prognozę, a nie obietnicę zapisaną w kamieniu. Ale kierunek jest jednoznaczny i intuicyjny dla każdego, kto choć raz stał w kolejce po skierowanie na badanie, które już kiedyś robił.
Skąd pochodzi korzyść · podział szacunku
Mechanizm korzyści jest prosty do wyobrażenia, jeżeli przełożymy go na język codzienności. Pacjentka z Wrocławia, która łamie nogę na nartach w Austrii, nie musi tłumaczyć na migi, na co jest uczulona i jakie leki bierze — lekarz w Innsbrucku może, za jej zgodą, zobaczyć kartę podsumowania pacjenta. Onkolog, który przejmuje chorego z innego województwa, nie zleca po raz trzeci tej samej tomografii, bo ma dostęp do poprzedniego obrazu. Badacz pracujący nad rzadką chorobą, której w jednym kraju jest kilkadziesiąt przypadków, może — w bezpiecznym środowisku, na danych spseudonimizowanych — zestawić je z danymi z całej Europy i dopiero wtedy zobaczyć wzorzec, którego pojedyncze państwo nigdy by nie dostrzegło. To jest właśnie efektywność rozumiana jako nośność: nie cięcie kosztów kosztem pacjenta, lecz wyciskanie większej wartości zdrowotnej z zasobów, które już mamy.
Korzyść rozkłada się przy tym na wszystkie grupy. Pacjent zyskuje szybki i bezpłatny dostęp do własnych danych, prawo do ich poprawiania, wgląd w to, kto z nich korzystał, oraz prawo do sprzeciwu wobec wtórnego użycia. Lekarze i kadry zyskują mniej biurokracji i pełniejszy obraz chorego. Regulatorzy i płatnicy — przejrzysty, tańszy dostęp do danych potrzebnych do monitorowania zdrowia publicznego i poprawy efektywności systemu. Biznes i innowatorzy — łatwiejsze wejście na rynki innych państw dzięki standaryzacji oraz większą dostępność danych do badań stosowanych. To rzadki przypadek regulacji, w której trudno wskazać przegranego, o ile zostanie dobrze wdrożona.
Tarcza dla obywatela: dlaczego zaufanie jest tu architekturą, a nie ozdobnikiem
Tu dochodzimy do sedna, które dla Fundacji Healthcare Poland jest nieusuwalne. Dane zdrowotne to najbardziej intymna kategoria informacji o człowieku. Przestrzeń danych zdrowotnych, która nie chroni obywatela, byłaby nie dźwignią, lecz zagrożeniem. Dlatego warto powiedzieć wyraźnie, jak skonstruowano w tym akcie tarczę dla obywatela — bo to nie jest miękka deklaracja, lecz twarda architektura prawna i techniczna.
Europejska przestrzeń danych zdrowotnych nie zastępuje istniejących zabezpieczeń, lecz nadbudowuje się nad nimi. Opiera się na ogólnym rozporządzeniu o ochronie danych, na akcie o zarządzaniu danymi, na akcie w sprawie danych oraz na dyrektywie o bezpieczeństwie sieci i informacji. Do tego dokłada reguły uszyte na miarę sektora zdrowia. W użyciu pierwotnym pacjent ma prawo ograniczyć dostęp lekarzy do całości lub części swoich danych wymienianych w infrastrukturze, a państwa członkowskie mogą zaoferować opcję sprzeciwu wobec transgranicznej wymiany. W użyciu wtórnym przetwarzanie jest dopuszczalne wyłącznie dla ściśle wymienionych celów i tylko na podstawie zezwolenia wydanego przez organ dostępu do danych zdrowotnych. Prawo wprost zakazuje wykorzystywania tych danych do podejmowania decyzji szkodliwych dla człowieka oraz do celów marketingowych. Kto nie chce uczestniczyć we wtórnym użyciu, może zgłosić sprzeciw w sposób prosty i odwracalny.[1]
Najbardziej pouczająca jest tu architektura techniczna wtórnego użycia. Dane nie wędrują do badacza — to badacz wchodzi do danych. Przetwarzanie odbywa się w bezpiecznych środowiskach przetwarzania, z których nie wolno pobrać żadnych danych osobowych; na zewnątrz wychodzą wyłącznie zagregowane wyniki, na przykład do publikacji naukowej. Naukowcy, firmy i instytucje mogą sięgnąć po dane spseudonimizowane dopiero wtedy, gdy dane zanonimizowane okażą się niewystarczające do ich celu. Próba ponownej identyfikacji osoby jest po prostu zakazana.[1] To filozofia, którą w Fundacji nazywamy wprost: prywatność wbudowana w fundament, nie doklejona na końcu. I to jest dokładnie ten punkt, w którym europejski model różni się od modeli, w których dane zdrowotne stały się towarem handlowym — różnica nie kosmetyczna, lecz cywilizacyjna.
Warto dodać do tego perspektywę Just Culture, sprawiedliwej kultury uczenia się na błędach, bo dane mają w niej rolę szczególną. System, który zbiera i analizuje informacje o zdarzeniach niepożądanych nie po to, by szukać winnego, lecz po to, by zrozumieć, gdzie zawiódł proces, potrzebuje danych wiarygodnych, porównywalnych i dostępnych. Europejska przestrzeń danych zdrowotnych — przez standaryzację i wtórne użycie w interesie publicznym — może stać się infrastrukturą takiej kultury w skali kontynentu: nie pręgierzem, lecz lustrem, w którym system widzi własne słabe miejsca, zanim zamienią się one w tragedię pacjenta.
Co Polska ma do dania Europie
Tu pora na część, którą polska debata publiczna systematycznie pomija. W rozmowie o cyfrowym zdrowiu lubimy zakładać, że jesteśmy uczniem, który podpatruje prymusów. Tymczasem liczby z końca 2025 roku rysują obraz kraju, który w kilku wymiarach jest prymusem sam.
Centrum e-Zdrowia, jednostka Ministerstwa Zdrowia odpowiadająca za system e-zdrowie (P1), podsumowując rok 2025 podało dane, które robią wrażenie nawet na tle największych systemów europejskich. Liczba wystawionych e-recept przekroczyła 2,3 miliarda. Cztery lata po starcie e-skierowań wystawiono ich 237 milionów. Liczba zdarzeń medycznych zaraportowanych do systemu e-zdrowia przekroczyła miliard. Internetowe Konto Pacjenta aktywowało 20 milionów osób — w tym ponad 12,5 miliona dorosłych w wieku produkcyjnym, ponad 2,8 miliona seniorów po sześćdziesiątce i ponad 4,6 miliona dzieci i młodzieży. Mobilna aplikacja mojeIKP, najwyżej oceniana aplikacja medyczna w Polsce ze średnią 4,8 gwiazdki, przekroczyła 4 miliony użytkowników, z czego milion przybył w samym 2025 roku, a co miesiąc korzysta z niej aktywnie ponad pół miliona osób.[4] To nie jest infrastruktura kraju doganiającego. To infrastruktura kraju, który masową cyfryzację zdrowia ma już za sobą — i to z poziomem realnego użycia, o jakim wiele bogatszych systemów może tylko marzyć.
Liczba użytkowników · w milionach
Najwymowniejszy jest jednak wymiar transgraniczny, bo to właśnie on jest sercem pierwszego filaru europejskiej przestrzeni danych zdrowotnych. Centrum e-Zdrowia jako krajowy punkt kontaktowy realizuje operacyjną wymianę e-recept transgranicznych w sieci MyHealth@EU od września 2022 roku, a Polska była jednym z pierwszych krajów, które tę usługę wdrożyły. Polski pacjent może dziś wykupić leki na receptę między innymi w Chorwacji, Estonii, Finlandii, Czechach, na Litwie, Łotwie, w Portugalii, Grecji, na Cyprze i w wybranych regionach Hiszpanii. W 2025 roku punkt kontaktowy przeszedł — zgodnie z zasadą trzyletniego cyklu — audyt operacyjny przeprowadzony przez firmę Gartner na zlecenie Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej do spraw zdrowia. Raport końcowy, otrzymany 17 października, nie zawierał żadnych błędów ani uwag mogących wpłynąć na zgodę na dalsze działanie, a audytorzy podkreślili, że Centrum e-Zdrowia może być przykładem dla innych krajów — bo rozwiązania, które dopiero rekomenduje się innym, w Polsce już działają. 14 listopada sekretariat eHDSI potwierdził zgodę na kontynuację na kolejne trzy lata.[5] W tym samym roku Polska brała udział w transgranicznych testach interoperacyjności karty podsumowania pacjenta w projekcie Patient Summary Poland oraz zakończyła pilotaż POTENTIAL dotyczący elektronicznej identyfikacji pacjenta.[4] Trudno o lepszy dowód, że w architekturze, którą europejska przestrzeń danych zdrowotnych dopiero czyni obowiązkową dla wszystkich, Polska jest już dostawcą sprawdzonych wzorców.
- IX 2022Start operacyjnej wymiany e-recept transgranicznych w sieci MyHealth@EU — Polska w pierwszej grupie krajów.
- 2022–2025Rozbudowa listy krajów: m.in. Chorwacja, Estonia, Finlandia, Czechy, Litwa, Łotwa, Portugalia, Grecja, Cypr i wybrane regiony Hiszpanii.
- 17 X 2025Raport audytu operacyjnego Gartnera na zlecenie DG SANTE — bez błędów i bez uwag wpływających na zgodę na dalsze działanie.
- 14 XI 2025Sekretariat eHDSI potwierdza zgodę na kontynuację na kolejne trzy lata.
- 2025Transgraniczne testy interoperacyjności karty podsumowania pacjenta (Patient Summary Poland) i zakończony pilotaż elektronicznej identyfikacji pacjenta (POTENTIAL).
Rozwiązania, które w Europie dopiero się rekomenduje, w Polsce już działają — a audyt na zlecenie Komisji nie wniósł do nich ani jednej uwagi.
Wnioski z audytu operacyjnego krajowego punktu kontaktowego, raport z 17 października 2025 [5]
To jest dokładnie ta narracja, którą Polska powinna zabrać do Brukseli: nie „pomóżcie nam nadrobić”, lecz „mamy działającą skalę i działające procesy transgraniczne, z których Europa może skorzystać”. Marka Healthcare Poland — polski brand kompetencji systemowej — ma tu realny, mierzalny fundament, a nie marketingową fasadę.
Co Europa daje Polsce — i czego sami sobie nie zbudujemy
Byłoby jednak naiwnością, a nawet zaprzeczeniem due diligence, gdyby z tej dumy wyciągnąć wniosek, że niczego nam nie potrzeba. Przeciwnie. Europejska przestrzeń danych zdrowotnych daje Polsce trzy rzeczy, których w pojedynkę nie wytworzymy.
Pierwsza to skala dla wtórnego użycia. Polskie dane — choćby były świetnie zebrane — same w sobie nie wystarczą do najtrudniejszych pytań medycyny: chorób rzadkich, podtypów nowotworów, rzadkich powikłań, wpływu wariantów genetycznych. Tu potrzeba zbiorów ogólnoeuropejskich. Infrastruktura HealthData@EU, pilotowana od 2022 roku przez konsorcjum siedemnastu partnerów współfinansowane z programu EU4Health, została pomyślana właśnie jako sieć federacyjna: dane pozostają w kraju, w którym powstały, a do badacza trafia jedynie wynik analizy rozproszonej między krajowymi węzłami.[6] To model, w którym suwerenność danych i europejska skala nie wykluczają się, lecz współistnieją. Polski badacz zyskuje dostęp do całego kontynentu, nie tracąc kontroli nad polskimi danymi — a polski pacjent nie musi się obawiać, że jego dane „wyjadą” za granicę, bo w tej architekturze one nigdzie nie jadą.
Druga to wspólny język techniczny i prawny. Doświadczenie wspólnego działania, w tym wnioski z zakończonego niedawno pilotażu HealthData@EU oraz z wcześniejszej akcji wspólnej TEHDAS, pokazało rzecz niewygodną, lecz prawdziwą: państwa członkowskie różnią się ogromnie w sposobie organizowania i udostępniania danych zdrowotnych oraz w gotowości do ich wtórnego użycia.[6] Bez wspólnych standardów metadanych, jakości danych i procedur dostępu każdy kraj budowałby własną wieżę Babel. Europejska przestrzeń danych zdrowotnych narzuca tu jeden punkt wejścia, jeden formularz wniosku o dostęp i jasne terminy rozpatrzenia. Dla Polski oznacza to, że nasze i tak zaawansowane systemy zyskają interoperacyjność, której nie da się kupić ani zadekretować w pojedynkę.
Trzecia to dyscyplina i pieniądz. Rozporządzenie wymusza powołanie w każdym państwie organu dostępu do danych zdrowotnych — instytucji, która wydaje zezwolenia, pilnuje bezpiecznych środowisk przetwarzania i odpowiada za to, by wtórne użycie służyło interesowi publicznemu, a nie partykularnemu.[1] To nowy element architektury państwa, który trzeba zaprojektować mądrze: kompetentny, niezależny, ale i sprawny, żeby nie stał się wąskim gardłem. Tu europejskie ramy, fundusze Horyzontu Europa i Krajowego Planu Odbudowy oraz wymiana doświadczeń z krajami, które organy te już budują, są dla Polski realną dźwignią — pod warunkiem, że potraktujemy je jako narzędzie, a nie jako kolejny obowiązek do odhaczenia.
Gdzie jest ryzyko i dlaczego czerwcowy dialog ma znaczenie
Uczciwa analiza nie może pomijać ryzyk, bo bez nich pochwała staje się propagandą. Pierwsze ryzyko to ciężar administracyjny. Certyfikacja systemów elektronicznej dokumentacji medycznej, budowa organów dostępu, dostosowanie do formatu europejskiej wymiany — wszystko to kosztuje, a koszt ponoszą również mniejsi gracze: pojedyncze szpitale, przychodnie, producenci oprogramowania, startupy. Jeśli wdrożenie pójdzie drogą nadmiernej biurokracji, dźwignia efektywności zamieni się w hamulec. Dokładnie temu ma zapobiec dialog wdrożeniowy z 10 czerwca 2026 roku: Komisja sama deklaruje, że jego celem jest zebranie głosów branży, zidentyfikowanie głównych wyzwań i takie uproszczenie wdrożenia, by zminimalizować obciążenia i koszty.[2] To, czy ten głos zostanie usłyszany — i czy zabrzmi w nim także doświadczenie polskie — nie jest sprawą brukselską. To sprawa polska.
Drugie ryzyko to bezpieczeństwo. Im więcej danych w obiegu, tym większa powierzchnia ataku. Tu nie ma sprzeczności między cyfryzacją a bezpieczeństwem — jest twardy warunek: jedno bez drugiego nie ma sensu. Samo Centrum e-Zdrowia odnotowało w 2025 roku 1443 incydenty związane z cyberbezpieczeństwem i nieprzypadkowo Centrum e-Zdrowia uruchomiło wówczas własne Centrum Operacji Bezpieczeństwa.[4] Europejska przestrzeń danych zdrowotnych wprost opiera się na dyrektywie o bezpieczeństwie sieci i informacji, a więc na tym samym reżimie, który obejmuje szpitale jako podmioty kluczowe.[1] To pokazuje, że efektywność i odporność to nie dwie osobne polityki, lecz dwie strony tej samej monety nośności — i że kompetencja, którą Fundacja rozwija w koalicji CyberC4HE, jest warunkiem brzegowym całego przedsięwzięcia.
Trzecie ryzyko to zaufanie społeczne. Prawo do sprzeciwu wobec wtórnego użycia jest tylko tak realne, jak realne jest zrozumienie obywatela, czym to użycie jest. Jeśli ludzie uznają, że ich dane są wykorzystywane bez ich wiedzy lub przeciwko nim, masowo skorzystają ze sprzeciwu i cała wartość wtórnego użycia się rozpłynie. Dlatego komunikacja — uczciwa, niezakłamana, bez technokratycznego żargonu — jest częścią architektury bezpieczeństwa, a nie dodatkiem do niej. To również obszar, w którym sprawiedliwa kultura i język Just Council mają konkretne zastosowanie: budowanie zaufania nie przez obietnice, lecz przez przejrzystość i rozliczalność.
Ryzyko 1 · ciężar administracyjny
Certyfikacja systemów, budowa organów dostępu i dostosowanie formatów kosztują — najbardziej mniejsze szpitale, przychodnie i producentów oprogramowania.
Antidotum: uproszczenie wdrożenia, którego szuka dialog z 10 czerwca 2026 roku.
Ryzyko 2 · bezpieczeństwo
Więcej danych w obiegu to większa powierzchnia ataku. W 2025 roku Centrum e-Zdrowia odnotowało 1443 incydenty.
Antidotum: reżim dyrektywy o bezpieczeństwie sieci i informacji oraz operacyjne centra bezpieczeństwa.
Ryzyko 3 · zaufanie społeczne
Masowy sprzeciw wobec wtórnego użycia rozpuści całą wartość drugiego filaru — a sprzeciw rodzi się z niezrozumienia.
Antidotum: komunikacja bez żargonu, przejrzystość i rozliczalność zamiast obietnic.
Pomiar, decyzja, wdrożenie, rozliczenie
Seria o nośności trzyma się jednej ramy myślenia i europejska przestrzeń danych zdrowotnych mieści się w niej idealnie. Pomiar: bez wspólnych, porównywalnych danych nie wiemy, gdzie system się ugina — ile badań powielamy, ile diagnoz spóźniamy, gdzie tracimy zdrowie i pieniądz. Europejska przestrzeń danych zdrowotnych jest przede wszystkim infrastrukturą pomiaru w skali kontynentu. Decyzja: dane mają sens dopiero wtedy, gdy prowadzą do decyzji — klinicznej przy łóżku pacjenta, regulacyjnej w urzędzie, inwestycyjnej w firmie. Akt projektuje drogę od danych do decyzji tak, by była szybka i bezpieczna zarazem. Wdrożenie: harmonogram do 2031 roku to plan wdrożenia rozpisany na konkretne kategorie danych i konkretne daty, a nie mglista wizja. Rozliczenie: organy dostępu do danych, certyfikacja systemów, audyty punktów kontaktowych i prawo obywatela do wglądu w to, kto korzystał z jego danych — to wszystko są mechanizmy rozliczalności wbudowane w samą konstrukcję. To jest dokładnie ten typ polityki, o który Fundacja Healthcare Poland upomina się od początku: mierzalnej, decyzyjnej, wdrażalnej i rozliczalnej.
Pomiar
Wspólne, porównywalne dane pokazują, gdzie system się ugina: ile badań powielamy, ile diagnoz spóźniamy, gdzie tracimy zdrowie i pieniądz.
Decyzja
Droga od danych do decyzji — klinicznej przy łóżku pacjenta, regulacyjnej w urzędzie, inwestycyjnej w firmie — ma być szybka i bezpieczna zarazem.
Wdrożenie
Harmonogram do 2031 roku rozpisany na konkretne kategorie danych i konkretne daty, a nie mglista wizja.
Rozliczenie
Organy dostępu do danych, certyfikacja systemów, audyty punktów kontaktowych i prawo obywatela do wglądu w to, kto korzystał z jego danych.
Rola Fundacji: HeliX i kompetencja federacyjna
W tym krajobrazie Fundacja Healthcare Poland ma do odegrania rolę konkretną, a nie deklaratywną. Projekt HeliX — rozwijana w ramach ekosystemu Fundacji europejska platforma federacyjnej sztucznej inteligencji dla zdrowia — odpowiada na ten sam problem, który stoi u podstaw wtórnego użycia w europejskiej przestrzeni danych zdrowotnych: jak uczyć się z danych całej Europy, nie przenosząc tych danych poza granice kraju, w którym powstały. Model federacyjny, w którym do ośrodka trafia wynik uczenia, a nie sam zbiór danych, jest technologiczną odpowiedzią na napięcie między skalą a suwerennością — to samo napięcie, które HealthData@EU rozwiązuje na poziomie infrastruktury wtórnego użycia.[6] HeliX i europejska przestrzeń danych zdrowotnych nie są więc konkurencją, lecz dwoma poziomami tej samej idei: dane zostają u siebie, wartość krąży po całej Europie.
Dla polskiego systemu oznacza to konkretną ofertę. Fundacja może wnieść do krajowego wdrożenia trzy rzeczy: doświadczenie federacyjnej architektury, którą buduje w HeliX; kompetencję bezpieczeństwa danych z koalicji CyberC4HE, niezbędną wszędzie tam, gdzie dane zdrowotne są w obiegu; oraz rolę pomostu z partnerami międzynarodowymi, w której Fundacja działa od lat. Nie zastąpi to instytucji publicznych — i nie powinno. Ale dialog wdrożeniowy, który właśnie się zaczyna, pokazuje, że Komisja świadomie szuka głosu praktyków obok głosu urzędów.[2] To jest właśnie miejsce, w którym organizacja taka jak Healthcare Poland — łącząca wiedzę systemową z doświadczeniem transgranicznym — może realnie pomóc, by polska perspektywa i polskie sukcesy nie zginęły w brukselskim szumie.
Stawka
Na koniec warto powiedzieć rzecz najprostszą. Europejska przestrzeń danych zdrowotnych nie jest projektem informatycznym. Jest projektem cywilizacyjnym, w którym Europa próbuje udowodnić, że da się jednocześnie chronić godność jednostki i wykorzystać potęgę danych dla wspólnego dobra — że nie trzeba wybierać między prywatnością obywatela a postępem medycyny. Dla Polski jest to test podwójny: czy potrafimy obronić i pokazać to, w czym jesteśmy dobrzy, oraz czy potrafimy mądrze przyjąć to, czego sami nie zbudujemy. Tarcza dla obywatela i dźwignia dla systemu to w tym przypadku jedno i to samo narzędzie. Dziesiątego czerwca w Brukseli rozpoczyna się rozmowa o tym, jak je dobrze naostrzyć. Polska ma w tej rozmowie nie tylko interes. Ma także coś do powiedzenia.
Przypisy i źródła
- Komisja Europejska, Dyrekcja Generalna ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, „European Health Data Space Regulation (EHDS)” — strona informacyjna o rozporządzeniu, kamieniach milowych wdrożenia (marzec 2025 / 2027 / 2029 / 2031 / 2035), szacunku 11 mld euro oszczędności, opcji sprzeciwu, organach dostępu do danych i bezpiecznych środowiskach przetwarzania. health.ec.europa.eu — dostęp 4 czerwca 2026.
- Komisja Europejska, „Implementation dialogue on the European Health Data Space Regulation with Commissioner Olivér Várhelyi” — opis wydarzenia z 10 czerwca 2026 roku, godz. 14:00–16:00 CEST; cele: uproszczenie wdrożenia, minimalizacja obciążeń, udział branży. health.ec.europa.eu — dostęp 4 czerwca 2026.
- Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2025/327 z dnia 11 lutego 2025 r. w sprawie europejskiej przestrzeni danych zdrowotnych — opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE 5 marca 2025 r., weszło w życie 26 marca 2025 r. eur-lex.europa.eu — dostęp 4 czerwca 2026.
- Centrum e-Zdrowia, „E-zdrowie w liczbach i faktach — podsumowanie 2025 roku”, publikacja z 20 stycznia 2026 — dane o 2,3 mld e-recept, 237 mln e-skierowań, ponad 1 mld zdarzeń medycznych, 20 mln użytkowników IKP, 4 mln użytkowników mojeIKP, 1,6 mln korzystających z centralnej e-rejestracji, 1443 incydentach cyberbezpieczeństwa oraz uruchomieniu Centrum Operacji Bezpieczeństwa. cez.gov.pl — dostęp 4 czerwca 2026.
- Centrum e-Zdrowia, „e-recepty transgraniczne — Polska wzorem dla Europy”, publikacja z 28 listopada 2025 — wymiana e-recept w sieci MyHealth@EU od września 2022, lista krajów, audyt operacyjny Gartnera na zlecenie DG SANTE (raport z 17 października 2025 bez uwag), potwierdzenie kontynuacji przez sekretariat eHDSI 14 listopada 2025. cez.gov.pl — dostęp 4 czerwca 2026.
- C. F. Christiansen, P. Doupi, N. Schutte, D. Ivanković, „Piloting an infrastructure for the secondary use of health data: learnings from the HealthData@EU Pilot”, European Journal of Public Health, 2025;35(Suppl 3):iii3–iii4, doi:10.1093/eurpub/ckaf073 — opis pilotażu HealthData@EU (od 2022 roku, 17 partnerów, program EU4Health), modelu federacyjnego, roli organów dostępu do danych i bezpiecznych środowisk przetwarzania oraz wniosków akcji wspólnej TEHDAS o zróżnicowaniu gotowości państw członkowskich. ncbi.nlm.nih.gov — dostęp 4 czerwca 2026.